Monday, September 1, 2014

Taka sytuacja

Jadąc w nowe miejsce uwielbiam poznawać nowych ludzi, poznawać ich obyczaje, obserwować.
 Jak żyją, mieszkają, jedzą, jakie maja podejście do dzieci. Przez te kilka dni spędzonych na Rodos miałam okazję obserwować rodziny z różnych stron świata. Czy to przy hotelowym basenie, czy na rejsie miałam styczność z mamami z Włoch, Czech, Niemiec, ale głównie z krajów Słowiańskich. 

Muszę przyznać, że kilka rzeczy mocno mnie zdziwiło. Nawet mogę spokojnie powiedzieć, że w niektórych przypadkach doznałam szoku. 

Płyniemy statkiem, nasz cel to wsypa Simi. Tłok, 700 osób na statku. Pełno rodziców z dziećmi , każdy stara się czymś zając malucha, rejs trwa około 2 godzin, dzieci średnio interesuje widok za burtą ...
Niedaleko nas, siedzi rodzina, rodzice z 3 dzieci, wujkowie i ciotki, na początku nie słyszę w jakim języku mówią.
 Dzieci są wesołe, w wieku od około 8 do 12 lat tak na oko. Bawią się ganiają gdzieś, wygłupiają. Znikają na chwilę.
Nagle dziewczynki podbiegają do Mamy, na to kobieta wstaje, zaczyna głośniej mówić i uderza z impetem córkę w twarz, tak, że mała aż odskakuje na bok...
Odchodzi od Mamy, siada gdzieś dalej ...
Nie wierzę w to co widzę, rozglądam się, sprawdzam reakcje ludzi. Nic. Każdy głowa w drugą stronę. Wszyscy zajęci robieniem zdjęć, rozmowami.
Odwracam się do kolegi, i mówię: widziałeś co ta kobieta zrobiła? Odpowiada, że widział, mówi, że to pewnie Włoszka, bo Włosi tak właśnie wychowują dzieci. Przysłuchuję się siedzącej rodzinie i faktycznie, słyszę, że rozmawiają po Włosku.
Myślę sobie, co za masakra, jak ona mogła, małą, może 8-9 letnią dziewczynkę trzasnąć z takim impetem i może to dziwnie zabrzmi, ale tak przy wszystkich ...?
Złość i oburzenie wymieszały się ze smutkiem. 

Po kilku, może kilkunastu minutach, córka owej Pani podchodzi do matki, tuli się do niej, zaczynają się wygłupiać, mama zaczyna jej zaplatać włosy, cała rodzina się uśmiecha, jak gdyby to było coś normalnego, rodzeństwo nawet nie zwróciło na to uwagi, wszyscy radośni, rozmawiają między sobą....  


Kolejna sytuacja. 
Wieczór, siedzimy u znajomych w hotelu, jest czas zabaw, animacji, mini disco. Dzieciaczki świetnie się bawią, tańczą, szaleją, konkursy, zabawy. 
Godzina chyba 21, może 22, mini disco dobiega końca, ludzie zaczynają się rozchodzić. Niektórzy wracają z dziećmi do pokoi. 
Obok przy stolikach siedzą Czesi, grupa około 6 osób w różnym wieku i 3 dzieci, takich wiecie około 3-5 letnich. Przy stoliku piętrzą się kubki po drinkach i piwie. Rodzinka, siedzi rozmawia, ogólnie wesoło. 
Nagle patrzę a oni dostawiają do stolików 3 leżaki które stały przy basenie i .... ścielą dzieciom łóżeczka plenerowe. Każdy maluch osobno, podusia, kołderka, przytulanka i lulu. 
Dzieci początkowo wiercą się , kręcą, wstają, rozmawiają tam między sobą po swojemu... mija jakieś 15 minut, śpią... Na dworze głośno, gra muzyka, rodzinka nadal domawia kolejne porcje alkoholu. Sterta kubeczków rośnie w oczach.
Pytam się znajomych  do których przyszliśmy w odwiedziny, co o tym sądzą, dowiedziałam się, że to norma, ,że Oni ( Czesi ) to codziennie praktykują ...

Myślę, że nie wypada mi tego komentować, ani oceniać.... bo czy jest co? 

Ostatnia sytuacja.
Basen przy hotelu. Siedzimy z Kacperkiem, tak jak inni rodzice. 
Przychodzi dziewczyna, młodziutka 17 może 18 lat z chłopakiem i jego lub jej rodzicami. Nie wiem, trudno było mi zrozumieć ich język,
Dziewczyna piękna, zgrabna, zaczyna spacerować po terenie basenu w stroju, którego element stanowią majtki typu stringi.
Wiecie, pełno takich na plażach i basenach, spoko. Ale opalać i kąpać się w takim stroju to jedno, ale dosłownie paradować z gołym tyłkiem, zachowując się przy tym co najmniej wyzywająco i lekko wulgarnie to już co innego. 
Dobra, myślę sobie, młoda jest niech świeci tyłkiem.
Ale kiedy przyszła tak na obiad, nie przykrywając się nawet pareo , jakąś chustę chociaż by na ten tyłek zarzuciła, nie! Kurna, moje dziecko ja i mój mąż (jemu to nie przeszkadzało jakoś specjalnie) musimy podziwiać takie a nie inne widoki. Sorry ale ja jestem nauczona, że jak się zasiada do jedzenia to czapkę z głowy trzeba ściągnąć a tyłek zakryć. Jakieś minimum kultury. Czyż nie?
Mało tego, pełno innych babek także wybrało się na obiad w samych kostiumach ... jakoś nie wiem, czy ja dziwna jestem, czy ten świat zwariował. 

Czasem myślę, czy nie jestem przewrażliwiona, czy nie widzę za dużo. Sama nie wiem. Ciekawa jestem jakie są wasze odczucia .

A na deser żeby uspokoić emocje, taka  letnia stylówka Młodego. Mam nadzieję, że się spodoba :) 



















Kacper ma na sobie :

Kapelusz- miejscowy butik 
Koszula - Reserved
Spodenki Next - sh
Sandały Timberland - sizeer.com







6 comments:

  1. Cóż... niewątpliwie podróże "kształcą"...

    ReplyDelete
  2. nie wiem jak można uderzyć dziecko w dodatku publicznie to znaczy że to norma !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też tego nie potrafię zrozumieć ... uwierz, że dumam nad tym do tej pory.

      Delete
  3. Gdzie wyście wylądowali? :D Nigdy na wakacjach nie przeżyłam takich ekstremalnych historii. Za wyjątkiem ubioru - to niestety norma. Mnie uczono, ze na obiad na wakacjach - owszem, nie na galowo - albo z minimum przyodzienia. A wiec nie w kostiumie. I tego tego uczymy nasze dziecko. Żadne z nas nie idzie w majtkach do bufetu. Zwykle kolacje mnie bardziej bulwersowały. Kolacje są dla nas czymś eleganckim i wiele hoteli, nawet wakacyjnych, wyraźnie prosi o zachowanie dress code. A tu ludzie w klapkach przychodzą, w plażówkach, krótkich gaciach - jakby w drodze z plaży zapomnieli zajść do swoich pokojów i przygotować się na kolacje i wieczór.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie, mam takie same odczucia i nawyki jak Ty. Kolacja - to czas troszkę bardziej wyszukanego stroju, ale co do innych posiłków to ludzie przychodzą jak chcą, i też się spotkałam w niektórych miejscach z nakazem okrycia się przed wejściem na salę.

      Delete