Wednesday, June 17, 2015

Nasza przygoda z alergią + kilka nowości z Kacperowskiej szafy

Wiadomość, że jestem alergikiem nie była dla mnie zaskoczeniem. Od lat miałam takie podejrzenia.           Lekarz rodzinny i laryngolog nie raz mnie do alergologa wysyłali. 
Jak to w życiu bywa, odkładałam tą wizytę na później, i to "później" okazało się dużo za późno... ale o tym za chwilę.

Jeśli o mnie chodzi całe życie miałam katar, nie pamiętam takiego okresu w moim życiu żebym mogła się rozstać z chusteczkami. 
Smarkate lata od zawsze na zawsze.
I tak sobie funkcjonowałam ( albo raczej nie funkcjonowałam) z tym moim wiecznie zatkanym/cieknącym/niedrożnym nosem.
Częste infekcje, leczenie antybiotykami, stany zapalne górnych dróg oddechowych ,anginy, zapalenie oskrzeli ,stały się moją codziennością. Każdy kontakt z osobą chorą kończył się dla mnie infekcją. Nie muszę chyba mówić, że o ile w latach szkolnych było to znośne, kiedy poszłam do pracy jeszcze jakoś dawałam radę ale kiedy zostałam Mamą, sytuacja stała się nie do zniesienia. 
Każdy, kto opiekował się małym dzieckiem mając gorączkę, katar i kaszel wie, że to jazda bez trzymanki. A później jak Młody poszedł do przedszkola to tak sobie razem chorowaliśmy. On i ja. 2 tygodnie co 2 tygodnie razem w domu. Cudowne chwile...



W końcu mając lat prawie 29  trafiłam tam, gdzie powinnam była trafić już dawno.
Po konsultacji z 2 lekarzami (alergologami), po wykonaniu serii testów skórnych które okazały się koniecznością ze względu na mój całoroczny, a nie sezonowy problem, okazało się, że alergikiem jestem, i to w 100% jak nie w 100000000000%.
Pyłki, drzewa, chwasty, kurz.. cała lista tego jest. 
Dostałam tabletki i kropelki, ale niestety moja alergia jest już na tyle silna, że nieleczona tak długo sprawiła, że to nie wystarcza. 
Nabawiłam się przez te lata nieżytu nosa i proces jego udrażniania będzie długi i męczący, a leki które dostałam na alergię przynoszą jedynie minimalną ulgę i pomimo wielu  ( jeszcze) znaków zapytania i wątpliwości w przyszłym roku zdecyduję się na odczulanie.
Jestem już tak zmęczona tymi moimi dolegliwościami, że nie zniosę kolejnego roku łzawiąc, kichając, smarkając i się drapiąc ( tak, w tym roku alergia skórna gratis ) .

Oczywiście do tego czasu będę rozważać wszystkie opcje i pozostaję otwarta na wasze propozycje i porady w związku z walką z alergią. 

Jeśli chodzi o Kacpra, to historią jest nieco krótsza ale za to z happy endem.

Kacper nie należał do chorowitych dzieci. Wiadomo pierwszy rok w przedszkolu był trudny i infekcje były częstsze ale wraz z upływem lat miał co raz lepszą odporność. 
Pod koniec zeszłego roku zaczął częściej chorować, ciągle zatkany nos, zawalone gardło, zaraz dochodził ostry kaszel. Diagnoza prawie zawsze taka sama: zapalenie oskrzeli. 
Ok, myślę sobie, każdemu się zdarza, ale kiedy po raz 3 usłyszałam to samo, zaczęłam wątpić w rację lekarza.
Co jest nie tak? Co robię źle? Co jest do cholery?!
Dbam o jego zdrowie, o odporność, o ruch, czytam, stosuję co raz to nowsze metody albo też wracam do starych a tu dupa .
W końcu udaliśmy się razem do alergologa, jednego dnia oboje robiliśmy sobie testy dzięki czemu Kacper się nie bał i zniósł to wszytko bardzo fajnie.
Podobnie jak mama, Młody okazał się alergikiem. Drzewa, pyłki, kurz, sierść psa i pleśnie .
Po kilku dniach od zastosowania leków od alergologa ( syrop i inhalator) zauważyłam znaczną poprawę, nosek czysty i drożny, zero kaszlu, wszystko wróciło do normy. Odkąd bierze leki a jest to już prawie 3 miesiące nie miał ani jednej infekcji i nie opuścił ani jednego dnia w przedszkolu.

Cieszę się, że udało nam się z tym uporać, żałuję jedynie, że tak późno. Jednak kilka serii antybiotyków i innych leków zostało przyjętych. Żałuję też, że sami musimy zabiegać u lekarzy o dodatkowe badania i skierowania, że lecą taśmowo, że nie myślą. Że to my sami musimy być dociekliwi i czujni, że nie możemy do końca im ufać i czuć się bezpiecznie.

Obecnie alergia Kacpra jest mocno wyciszona a co dalej będziemy z tym robić to czas pokarze, może to minie, może z tego wyrośnie, póki co jest ok. Ja natomiast w tym roku przechodzę prawdziwe piekło i mam już serdecznie dosyć. Rozważam te wyprowadzkę na Antarktydę , może tam wśród tego całego lodu zacznę normalnie oddychać :) 

A teraz zostawiam Was z pięknymi zdjęciami Natalii i z kilkoma nowościami z Kacperowskiej szafy ! 



























  






Czapka Bison Cap od Booso to chyba wszystkim znany hicior wszech czasów. Widziałam ją już na wszystkich możliwych blogach i na zdjęciach chyba w całej europie jak nie na świecie! 
Musiałam ją mieć, po prostu musiałam!  Wygląda rewelacyjnie i jest idealna na lato. Nic dodać, nic ująć ! 
Obecnie na stronie Booso jest wyprzedana, ale może jeszcze będzie dostępna. 

Bluza od Zombie Dash mojego ukochanego! Piękna, mięciutka i szałowa jak zawsze. 
Nie ma innych ciuchów które mogły by tak uszczęśliwić dziecko! Nie ma i już ! 

Spodenki są z najnowszej kolekcji GHOST od Dream Nation. Przewiewne, unikatowe z genialnym printem. Miłość od pierwszego wejrzenia. Nie zapominajmy, że ubrania tej marki są produkowane z najlepszej bawełny i mają wszystkie certyfikaty ( a wiecie, że ja  sprawdzam takie rzeczy) 
Na szczęście Dream Nation dba nie tylko o niebanalne projekty ale też o najlepszą jakość . 
Poza tym Sama Edyta Górniak w Opolu wystąpiła w kombinezonie tej marki więc jest fejm na całego :) 


















Zdjęcia wykonała - Natalia Słomian - fotografia

Kacper ma na sobie :

Bluza Zombie Dash - TUTAJ

Czapka Booso - TUTAJ

Spodenki Dream Nation - TUTAJ

Buty Adidas - TUTAJ ( obecnie -20 % )





1 comment:

  1. Ja też jestem alergiczką i to od kiedy sięgam pamięcią. Nie tylko na pyłki drzew, zbóż i traw ale i na różne produkty spożywcze np. cytrusy i czekoladę... Chciałam napisać o ubraniach a nie uczuleniach, bo to przecież nie blog z przepisami ;-) Te spodenki Dream Nation są przeurocze, Kacperkowi jest w nich wygodnie? Ja dla mojej Julki chyba też coś od nich wybiorę- widziałam tutaj https://kids.showroom.pl/marki/142,dream-nation tyle śliczności, że aż nie wiem co kupić!



    ReplyDelete